Obóz wędrowniczy harcerzy z Wolynia w Górach Świętokrzyskich

Góry Świętokrzyskie, Polska, lipiec – sierpien 2013

Pod koniec lipca wędrownicy i wędrowniczki z Wolynia wyjechali do obóz wędrowny w Górach Świętokrzyskich. Druhna Wiktoria Radica opisała ich przygode…

2013.09 Wolyn oboz wedrowny 2

 

„Właśnie tu, na tej ziemi, młody harcerz meldował

 Swą gotowość umierać za Polskę.

 Tak jak ty niesiesz plecak, on niósł w ręku karabin,

 W sercu miłość, nadzieję i troskę.

 Może tu w Nowej Słupi, Daleszycach, Bielicach

 Brzozowymi krzyżami znaczone,

 Swą dziewczynę pożegnał, nic nie wiedząc, że tylko

 Kilka dni życia mu przeznaczonych…”

Takie są słowa jednej z najpopularniejszej piosenki harcerskiej, jaką często śpiewa się na ogniskach „ Ballada o harcerzu”. I do tego obozu były to dla nas zwykłe słowa zwykłej piosenki. Właśnie są związane z ziemią Świętokrzyską. Ale jak rozumiesz to, że byłeś w tym miejscu, które wspomina się w piosence, to rozpiera cię duma. Wtedy traktujesz ją inaczej, z odpowiedzialnością.

Nasza wędrówka po Górach Świętokrzyskich zaczęła się z 26 lipca 2013r, kiedy docelowaliśmy do Wąchocka, gdzie już czekała na nas 230 Gorzowska Drużyna Harcerzy „Rysie” z północno-zachodniego okręgu ZHR. Miejscowość ta znana jest z dowcipów o sołtysie, ale najbardziej wiadoma jest przez opactwo cystersów, którzy osiedlili się tutaj w XII wieku. Klasztor wraz z kościołem jest bardzo zachwycający. Jest to miejsce ważne nie tylko jako kulturalna pamiątka ze względu na romański kościół, ale też i historycznie: od północnej strony w krużgankach została umieszczona urna z prochami majora Jana Piwnika „ Ponurego”, słynnego dowódcy AK, który walczył na tych ziemiach. W pomieszczeniach klasztornych znajduje się też Muzeum Cysterskie. Eksponaty są głównie militarne i poświęcone martyrologii narodu polskeigo. Są to zbiory ks. Ślusarczyka.

Gra terenowa, w którą bawili się harcerzy na nastepny dzień, nadała im możliwość bliżej poznać miasto, zapoznać się z „Dworkiem Langiewicza”. Młodzież bardzo się cieszyła, że można było spędzić czas nad rzeką Kamienną, pospacerować miastem.

I jeżeli mówić o wrażeniach, co pozostały po tym miasteczku, to mogę powiedzieć, że napewno mszę św. w tym starym, mówiącym historią kościele, będę jeszcze długo wspominać, a pobyt wśród  tej tajemniczej atmosferzy na długo zostanie w mojej pamięci.

Na nastepny dzień czekała na nas ciężka trasa – 20 km. Celem naszym był Bodzentyn. Nie zważając na to, że szliśmy z plecakami i było dosyć trudno, wszyscy dotarli szczęśliwi i zdrowi do celu. Było przyjemnie widzieć radość w oczach młodzieży. Po drodze mieliśmy przystanek na Wykusie, miejscu, gdzie stacjonował obóz Łangiewicza.

2013.09 Wolyn oboz wedrowny 1

Bodzentym spotkał nas 40-stopniowym upałem. Można było uratować się tylko lodami i restauracją z klimatyzacją. Czas, który był dany harcerzom na grę terenową, dawał możliwość zapoznać się z kościołem kolegiackim, starym miastem i pozostałościami kościoła Św.Ducha.  Naprawdę  to jest bardzo fajne miasteczko, szczególnie wpadasz pod wrażenia wieczorem.

Już  następna piesza trasa nie była na tyle trudna. Wszyscy czuli się już „assami” po poprzedniej wędrówce. Idąc przez Puszczę Jodłową, można było nasycić się przyrodą.

Święta Katarzyna – niewielka miejscowość, znana przez klasztor bernardynek. Zatrzymaliśmy się u księży pallotynów. Czas wolny można było spędzić na boisku przy domu rekolekcyjnym, albo na spokojnie w sadu. A poranna liturgia nadała siły na cały dzień.

Zapamiętało się te miasteczko  zwiedzaniem Muzeum Minerałów i Skamieniałości. „ Do wyboru, do koloru”  – tak można by było nazwać ekspozycje w muzeum, ponieważ kamienie z różnych epok, różnych krajów i różnego rodzaju. A w końcu jeszcze pan przewodnik pokazał jak obrabia się krzemień piasiasty, jaki jest charakterystycznym kamieniem  dla Gór Świętokrzyskich, co bardzo zachwyciło harcerzy.

Wyruszając następnego dnia na Św. Krzyż, po drodze zauważyliśmy źródełko i kapliczkę Św. Franciszka. Woda ta ma właściwości lecznicze. A jeszcze szlak prowadził przez najwyższy szczyt Gór Świętokrzyskich – Łysicę (612m n.p.m.), gdzie mogliśmy zachwycić się widokiem .

Święty Krzyż… To miejsce naprawdę jest sakralnym. Oprócz relikwii Krzyża Świętego, sama swiątynia i klasztor sprzyczyniają zamyślenie nad dziejami tych czasów. Jak to wszystko przetrwało, chociaż nieraz klasztor był rabowany i palony przez Tatarów i Litwinów.

Jak każdy zakątek w Górach Świętokrzyskich ma swoją legendę, tak i pojawienie się relikwii w klasztorze też ma swoją opowieść.

Według legendy, królewicz węgierski Emeryk został zaproszony przez swojego wuja Bolesława Chrobrego do Polski. Książę zabrał ze sobą mały relikwiarz, który miał go chronić przed niebezpieczeństwami. Spotkanie z polskim królem nastąpiło w Kielcach, a następnego dnia udano się na łowy. W pewnym momencie królewicz Emeryk dostrzegł niezwykłego jelenia, w pogoni za nim odłączył się od reszty drużyny i kiedy po długim pościgu miał już zabić zwierzę, nagle zobaczył pomiędzy rogami jelenia świetlisty, podwójny krzyż. Książę zawahał się i jeleń zdążył zniknąć, a Emeryk zorientował się, że zabłądził i nie może odnaleźć swoich towarzyszy. Wtedy przed Emerykiem pojawił się anioł, który wskazał mu drogę do małego, drewnianego klasztoru, gdzie zaopiekowano się troskliwie królewiczem. Wkrótce książę, w podzięce za cudowne uratowanie, przekazał zakonnikom relikwie Drzewa Krzyża Świętego.

 Od tej pory symbolem łysogórskich benedyktynów stał się podwójny złoty krzyż, którego wyższe ramię jest krótsze od dolnego. Krzyż taki nosi nazwę krzyża jerozolimskiego i jest związany z kultem relikwi Drzewa Krzyża Świętego.  

Po obejrzeniu kościoła i Muzeum misyjnego Księży Oblatów, którzy teraz opiekują się klasztorem, mieliśmy okazję pomodlić w kaplicy z relikwiami, a nawet wziąć udział w adoracji Krzyża Świętego.

Jeszcze jednym zachwycającym wydarzeniem było zwiedzanie krypty ze szczętkami Jeremy Wiśniowieckiego, które znajdują się w piwnicach klasztoru.

2013.09 Wolyn oboz wedrowny 3

Idąc do Nowej Słupi, następnego naszego miejsca dla noclegu, szliśmy już do dołu tak zwanym „szlakiem królewskim”. Na tym szlaku była Droga Krzyżowa, a u stóp góry stoi kamienny pielgrzym.  To właśnie i jest ten Emeryk, którego wspominaliśmy w legendzie. W narodzie mówią, że przesuwa się co roku o ziarenko piasku. A jeszcze mówią, gdy dotrze na szczyt, nastąpi koniec świata.

Po odpoczynku następnego dnia na miejscu zwiedziliśmy Muzeum Starożytnego Hutnictwa Świętokrzyskiego. Tu odkryto starożytne piecowiska dymarskie.

Pod czas czasu wolnego mogliśmy też zwiedzić Kościół parafialny pod wezwaniem Świętego Wawrzyńca – wybudowany w XVII wieku w stylu późnorenesansowym, gdzie był ołtarz z czarnego marmuru.

Ostatnią naszą trasę wędrowniczą z Nowej Słupi do Opatowa jechaliśmy autobusem. Bo kilometrów było troche dużo jak na chodzenie z plecakami! I tak, po drodze zajechaliśmy w Ujazd, niewielką miejscowość, która robi wielkie wrażenie. Ten przepiękny zamek, można powiedzieć ruiny,  nigdy nie zapomnę. Uważam, że zasługuje być w rzędzie razem z Colosseum. Olbrzyma budowla z 365 oknami, 12 salami i jeszcze dużo rzeczy, związanych z rokiem kalendarnym. Zamek nosi nazwę Krzyżtopór. Krzyż był symbolem wiary i polityki wojewody, topór herbem Ossolińskich. Oba te symbole są umieszczone na bramie wjazdowej do pałacu.

Po spacerku na dziedzińcu zamku i po zaglądaniu w każde interesujące miejsce pojechaliśmy do naszego celu.

Opatów zachwycił nas uroczą Kolegiatą św. Marcina z XII wieku. Bardzo bogate wnętrze kościoła jest ważne historycznymi malowidłami i duchownymi obrazami. Mieliśmy okazję  być w tym kościele na mszy św., co zapisuje się na stronach pamięci.

Po zwiedzaniu poszliśmy do centrum miasta na inną atrakcję – Podziemną trasę turystyczną. Bardzo dobrze zrobiliśmy, bo na ulicy było gorąco, a w podziemiach tylko 12 stopni. Można było ochłodzić się i spokojnie obejrzeć ekspozycji.

Szkoda przyznawać się, ale nasza wędrówka nabierała innego wymiaru. Na następny dzień wyjechaliśmy do Warszawy, a dokładniej do Zielonki koło Warszawy.

W Warszawie nie było kiedy smucić się. Odwiedziliśmy centrum miasta, ulubioną starówkę, byliśmy też i w Centrum nauki Kopernik, co sprawiło ogromne wrażenie na harcerzy. Dobrze, że istnieje coś takiego, gdzie można popatrzyć na naukę z innej strony. Innego dnia mieliśmy pieszą wyprawę do Ossowa, co niedaleko Zielonki. Tak jak 15 sierpnia zbliżała się kolejna rocznica Bitwy Warszawskiej, był to aktualny temat do opowiedzienia. Dla nowych harcerek z „Horyzontu” była to szczególna wędrówka, bo otrzymały chusty.

Już podchodził nasz czas obozu do końca. Jestem pełna, że obozowe przeżycia jeszcze do dzisiaj są w sercach harcerzy, bo nie raz, spotykając rodziców dzieci na ulicy, opowiadają mi, jak ich drodzy dziaciaki żyją jeszcze wrażeniami od obozu.

Chcemy podziękować Konsulatu RP w Łucku, bo dzięki ich wsparciu mogliśmy realizować nasz obóz. Mamy nadzieje, że to nie ostatni nasz projekt, bo mamy jeszcze dużo planów.

Zo zobaczenia na następnym wydarzeniu!

Wiktoria Radica

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Ukraina. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s