Harcerski rajd 2 Drużyny harcerskiej „Zielona Dwójka” w Irlandii

Wicklow, Irlandia, 5 pazdziernika 2013

W ubiegłą sobotę mieliśmy w końcu okazje sprawdzić się na szlakach pobliskich gór Wicklow. Wyruszyliśmy spod szkoły autokarem razem z gromadami Zuchów i Skrzatów, lecz by nie przeszkadzać im w poszukiwaniu skarbu Strażnika Tęczy, dokonaliśmy desantu w leśnej prawie głuszy w odległości 14 km od celu…

2013.10 Rajd Wicklow

Po długich naradach i wizjach lokalnych wybraliśmy wariant o średniej trudności, przewidując na trasie atrakcje, które znacząco wydłużyły czas wędrówki. Drużyna stawiła się prawie w komplecie, a pogoda i humory dopisywały. Pierwsze podejście na 467m spowodowało co prawda kilka znanych nam wszystkim aż za dobrze pytań typu „kiedy będziemy na miejscu” ale rzeczowe odpowiedzi, ze nie przed 18.00 skłoniły wszystkich do zaprzątnięcia umysłów innymi problemami.

I tak dotarliśmy do pierwszego postoju, na którym zajęliśmy się regulacją ciężaru plecaków, opróżniając je z nadmiaru kanapek, nieautoryzowanych słodyczy i chipsów. (Przy okazji udało nam się doświadczalnie wykazać ze chipsy nie są najlepszym prowiantem na górskie wędrówki). Gdy już szare komórki buzowały od energii, przystąpiliśmy do ćwiczeń z kompasem i mapą. W praktyce okazało się ze to, co było lekko pozbawione sensu na szkolnym boisku, na szlaku może się bardzo przydać. Zwłaszcza, jeśli ktoś naprawdę potrzebuje odpowiedzi na pytania gdzie ja jestem i jak daleko jeszcze do schroniska.

Nabrawszy sil, zeszliśmy w dolinę rzeki Glencullen i zaczęliśmy powolny w marsz w górę szlakiem Wicklow Way. Kiedy już zaczęliśmy wykazywać pierwsze, drugie i trzecie oznaki zmęczenia, nadszedł czas na ciepły posiłek. Tu czekała nas mała niespodzianka – krąg ogniskowy, który planowaliśmy wykorzystać został zdewastowany i tylko wytrawny wzrok mógł odnaleźć po nim ślady. Szybki zwiad po okolicy doprowadził do odkrycia kolejnego – wiekowego kręgu w zacisznej kotlince. Teraz już pełną parą ruszyły przygotowania. Zbieranie chrustu, układanie drewna, konstrukcja paleniska z kamieni tak, aby bezpiecznie pomieściło menażki – to umiejętności, których nasi harcerze szybko nie zapomną. Posiłek i odpoczynek poprawiły nastroje, wiec nie zapominając o zasadzie „leave no trace”, doprowadziliśmy miejsce biwakowania do stanu pierwotnego i wyruszyliśmy w dalsza drogę.

Zmierzchało już, kiedy schodziliśmy w dolinę rzeki Glencree tak wiec ostatnie kilometry przeszliśmy mocno odblaskującą i świecąca latarkami kolumna, unikając wrednych nietoperzy, szukających tylko okazji by wkręcić się we włosy naszych dziewcząt. Radości było co nie miara, kiedy w końcu po ponad ośmiu godzinach spędzonych w dzikich ostępach dotarliśmy do hostelu, gdzie gościnna kadra gromad zuchowych i skrzatowych uraczyła nas wyborną kolacją.

Po czasie niezbędnym na rozlokowanie w kwaterach i przebranie w galowe mundury, zebraliśmy się ponownie, by wraz z przybyłą z UK druhną Anną Bninską – Gebską udać się na polane, gdzie przy wspaniałym ognisku czekali na nas pozostali goście druh Przemek i druhna Magda z drużyny z Waterford. Przy ogniu i śpiewie szybko mija czas i nawet nie zorientowaliśmy się, kiedy nadszedł czas by przy ogniu zostały same dziewczęta. Właśnie wtedy na brzegu rzeki Glencree w dolinie otoczonej górami, druhna Gebski odebrała od naszych harcerek przyrzeczenie a druhny Magda i Agnieszka swoje przyrzeczenia odnowiły.  Po takich wrażeniach trudno się dziwić, że mimo zmęczenia szepty w sypialniach nie ustawały do rana. Kadra zaś zebrała się ponownie przy ognisku, by jeszcze długo w noc śpiewać i wspominać minione dzieje.

Poranek, jak to zwykle bywa, nastał zbyt szybko. W biegu wiec zebraliśmy się na porannym apelu, po którym już na spokojnie udaliśmy się do stołówki. Po śniadaniu przyszedł czas na porządki w sypialniach, ćwiczenia z musztry, gry i pląsy. Tak właśnie na świeżym powietrzu, zastali nas rodzice, którzy tłumnie stawili się w samo południe odebrać swoje pociechy. Chciałbym tutaj serdecznie podziękować wszystkim, którzy sprawili, że w tak niezwykle krótkim czasie udało się zorganizować ten biwak, pomimo piętrzącym się przeciwnościom a także naszym gościom, w szczególności druhnie Ani, która miała zupełnie inne plany na ten weekend, ale dla naszych harcerek wybrała się za morze i bez słowa skargi przypatrywała się jak strzelamy gafę za gafą.

Tekst: dh Michal Kaliski phm
Zdjecia: dh Marek Wysocki

Advertisements
Ten wpis został opublikowany w kategorii Irlandia. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s